Czekoladowy „Top Chef”

0

Opublikowano : 02-10-2014 | Autor :

Jeśli nie udało Ci się obejrzeć programu na żywo, najnowszy odcinek kulinarnego show „Top Chef” – w którym razem z Wojciechem Modestem Amaro i Piotrem Roguckim ocenialiśmy dania z czekoladą – możesz już znaleźć na ipla.tv – warto! Zdaniem chefa Amaro – „rewelacyjna konkurencja”. Czekoladowy fondant Bartka Witkowskiego może śnić się po nocach ; – )

Powtórka w tv Polsat – niedziela, 14:15

Gorzka czekolada – dlaczego warto ją odkrywać?

0

Opublikowano : 29-09-2014 | Autor :

W mediach regularnie odnajdujemy informacje o prozdrowotnych właściwościach gorzkiej czekolady o wysokiej zawartości kakao. Dla konesera czekolady to taka „wisienka na torcie”, ponieważ dobrych powodów sięgnięcia po ten ciemniejszy wariant jest o wiele więcej.

Świat obiega dziś rewolucja bean-to-bar, oprócz przemysłowych gigantów czekoladę robią teraz od ziarna do tabliczki maleńkie, kilkuosobowe firmy. Właściwie nie ma tygodnia, w którym nie dotarłaby do Sekretów informacja o tym, że gdzieś na świecie pojawiła się nowa manufaktura czekolady. Firmy podbijają rynek niezwykłymi nazwami, pięknymi opakowaniami i, co najważniejsze, wykorzystywaniem wysokiej jakości surowców, przede wszystkim aromatycznego kakao. Przy użyciu najdziwniejszych sprzętów (młynek służący w Indiach do mielenia dalu na mąkę? domowy odkurzacz i rura PCV jako instalacja do odwiewania łusek kakaowych?) młodzi czekoladnicy dowodzą, że wbrew opinii Josefa Zottera fabrykę czekolady da się uruchomić nie mając do dyspozycji co najmniej 2 mln euro. Efektem nietypowych metod produkcji i wyboru rzadkich odmian kakao jest ogromna różnorodność gotowych tabliczek. Formy i opakowania odzwierciedlają marzenia i charaktery ich twórców, porzucających często stabilne kariery by stworzyć coś nowego.

Gdzieś w tym kalejdoskopie na pewno czeka tabliczka, która zawróci Ci w głowie. Prawdopodobnie mniej słodka od tej, którą jesz najczęściej, ale bardziej złożona, aromatyczna, mająca swoją osobowość. Są czekolady dla domatorów i dla dostojnych fanów opery, dla świętych i grzeszników, bez wątpliwości warto poszukiwać tabliczek, które idealnie wpiszą się w Twoje gusta. Austriacki Zotter ma tyle tabliczek, że jedząc jedną dziennie na spróbowanie wszystkich produktów potrzeba byłoby całego roku!

Gorzką czekoladą warto dzielić się z przyjaciółmi. Niedawno opublikowano badania, według których dobra czekolada jest jeszcze lepsza, gdy degustujemy ją w towarzystwie. Potwierdzają to nasze doświadczenia. Doświadczenie wspólnego odkrywania czekolady może wpływać na nasze postrzeganie mijającego czasu. Zapomnijmy na chwilę o wszystkim innym, skupmy się na wyglądzie tabliczki, jej zapachu, nutach smakowych, zastanówmy się jak długo się rozpuszczała i jaki zostawia posmak w ustach.

Gorzka czekolada to też niezliczone kulinarne inspiracje. W najbliższą środę 1.10 o 20.40 zapraszam do oglądania programu „Top Chef” w telewizji Polsat. Odcinek poświęcony będzie właśnie czekoladzie, a uczestnicy przejdą niełatwy egzamin z kreatywności. Oceniać ich będzie Wojciech Modest Amaro, Piotr Rogucki i autor tego wpisu.

Top Chef - jurorzy czekoladowego odcinka

Słodkie grzyby, czyli jak powstały i czym są czekoladowe trufle

0

Opublikowano : 10-09-2014 | Autor :

Dla miłośników grzybobrania jest cennym znaleziskiem i rarytasem na kuchennym stole. Trufla ma też swój słodki odpowiednik, nie mniej doceniany, niż ten leśny.

IMG_0145

Podobnie jak w przypadku praliny, tutaj istnieje kilka definicji. Jak też kilka historii powstania smakołyku. Tu jednak wszystko sprowadza się do Francji. W roku 1895 w Chambery ponoć wynalazł je M. Dufour a wieść o nich do końca wieku zawitała do Wielkiej Brytanii (słynny sklep z czekoladą Prestat w Londynie), następnie zaś do wszystkich zakątków Europy. Za najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń uchodzi jednak inna opowieść. Zgodnie z drugą wersją trufle po raz pierwszy powstały w kuchni francuskiego giganta kulinarnego, Auguste Escoffier w 1920 roku. To nie on odpowiada jednak za genialny wynalazek, lecz jego nieudolny praktykant. Jak to zwykle bywa w kuchennych historiach, przypadek sprawił, że gorąca śmietanka trafiła nie do tego kotła, do którego powinna. Tym sposobem zamiast z masą jajeczną, zmieszała się z płynną czekoladą. Po zahartowaniu, Escoffier stwierdził, że mieszanka nie nadaje się do kosza, lecz raczej do formowania! Tym sposobem utworzył niezbyt foremną kulkę i otoczył ją w proszku kakaowym. Do dziś, ta podstawowa receptura stosowana jest najchętniej przez cukierników i chocolatiers.

Jedno jest pewne, nie bez powodu smakołyki te nazwano truflami. Podobieństwo do kształtu oraz rozmiaru słynnych grzybów jest ewidentne. Nieforemne, ciemne kulki są ekskluzywnym deserem. To tyle, jeśli chodzi o walory zewnętrzne. Wnętrze trufli to bogactwo czekoladowego aksamitnego smaku. To za sprawą podstawowej masy z jakiej powstają trufle, czyli czekoladowego ganaszu (ganache). Ganasz to mieszanka podgrzanej śmietany oraz rozpuszczonej w niej czekolady. Od ilości czekolady będzie zależeć czy ganasz będzie lekki i posłuży jako nadzienie do pralin, krem do ciast lub też polewa na tort czy też będzie ciężki i powstaną z niego trufle. Częstą i jakże dobraną nutą smakową w ganaszu jest alkohol, zazwyczaj rum. Mogą występować też olejki jak, np. nugatowy. Wielu chocolatiers dodaje też dodatkową porcję masła.

Tradycyjnie, po uformowaniu trufle otaczane są w kakao, cukrze pudrze, płatkach migdałów, kokosu lub siekanych orzechach. Współcześnie często bywają to tak ekstrawaganckie zamienniki, jak: ziarenka pieprzu, papryka chili lub curry!

Oczywiście istnieją różne wariacje na temat trufli, stąd dziś można klasyfikować je na: Europejskie, Amerykańskie i Szwajcarskie. W USA pralinki i trufle często są wręcz synonimami tego samego cukierka. Tamtejsza tradycja ma późniejszy rodowód, niż Europejska. Nie skądinąd, a właśnie z Starego Kontynentu, konkretnie z Belgii przybyła do San Francisco, gdzie w 1980 roku Joseph Schmidt opracował recepturę. Częstym dodatkiem w amerykańskich truflach jest oczywiście wszędobylskie masło orzechowe.

Bez względu na kształt, który może być kwadratowy, owalny lub podłużny trzeba uznać, że sercem trufli jest ganasz. To on odgrywa tu główną rolę, nie sama czekolada lub owoc. To odróżnia trufle od innych czekoladowych łakoci. Nie znaczy to, że niektórzy cukiernicy są w błędzie. Każdy ma prawo nazywać swoje produkty wedle uznania, nie mniej czekoladowy koneser może czuć się zawiedziony oczekując trufli, dostając w zamian czekoladkę wypełnioną kremem owocowym z dodatkiem kakao.

Jak zostały odkryte czekoladowe perły – historia pralinki w pigułce

2

Opublikowano : 04-09-2014 | Autor :

Współcześnie uchodzi za królową czekoladowych wyrobów. Zachwyca oko i podniebienie każdego konesera słodkości. Nie jest jednak wcale pewnym, że ten sam luksusowy los spotkałby ją, gdyby ci sami koneserzy wzięli ją do ust kilka wieków wstecz. W każdym bądź razie była nią zachwycona XVII wieczna elita na dworze Ludwika XIV. Jak głosi jedna z legend, to właśnie tam, we Francji przez przypadek, migdał w karmelizowanym cukrze wpadł do płynnej czekolady, chętnie pitej na dworach królewskich. I tak oto powstał nowy przysmak. Skąd nazwa “pralina”? Zasadniczo słowo to nic nie oznacza. Nie jest to też nazwisko wynalazcy. Szef kuchni, Clément Lassagne, nazwał tak swój wynalazek, by oddać cześć księciu du Plessis-Praslin, przybyłemu na dwór Króla Słońce jako gość.

I ta historia ma swoje wersje. Ponoć to nie Lassagne, lecz jego niezdarny uczeń, spowodował, że migdały zatopiły się w karmelu i czekoladzie. Są też przekazy, głoszące, że szef kuchni podpatrzył jak dzieci karmelizują migdały w cukrze nad płomykiem świeczki. Wreszcie, wynalezienie pralin przypisuje się samemu Królowi Słońce, który uchodzi za jednego z największych wielbicieli czekolady w historii!

Jakikolwiek byłby początek tej opowieści, jej dalszy ciąg mówi o tym, iż nadworny szef kuchni otworzył własny lokal poza Paryżem, gdzie sprzedawał praliny (Maison du Praslin). Po jego śmierci na długie lata zapomniano o tym wytwornym przysmaku. Dopiero, gdy sklep został wykupiony przez nowego właściciela Léona Mazet – receptura ponownie ujrzała światło dzienne, z tym, że ją nieco zmodyfikowano. W końcu nowoczesne maszyny pozwoliły, by czekolada miała taką konsystencję, która pozwala na zrobienie z niej idealnej polewy do cukierków. A czy można wyobrazić sobie rozkoszniejsze połączenie, niż te, które rzekomo wymyślili Francuzi?

Czekoladki - autorka ilustracji - Aga Urbanek

Cóż, Belgowie twierdzą, że tak. Mają nie tylko swoje własne receptury na praliny, ale też i wersję ich powstania. W końcu to kraj, który chlubi się wielowiekową czekoladową tradycją oraz najlepszymi pralinami na świecie!

Belgijska wersja jest nie mniej malownicza, niż francuska. Tu źródłem cukierniczych eksperymentów jest… apteka! Od samego początku przybycia czekolady do Europy, przypisywano jej wielce lecznicze właściwości (miała chronić, m.in. układ rozrodczy oraz oddechowy). Pewien aptekarz z Brukseli skorzystał jednak nie tylko z jej wyjątkowych właściwości, ile z jej wybornego smaku! By niektóre z aptecznych specyfików były chętniej przyjmowane przez chorych, pokrywał je czekoladową powłoczką! Jeśli lekarstwa w czekoladzie cieszyły się uznaniem kupujących, to cóż dopiero, jeśliby skryć w niej coś znacznie smaczniejszego! Taką ideę wcielił w 1912 roku życie wnuk owego aptekarza, Jean Neuhaus, który pokrywał czekoladą słodkie kremy. Nic dziwnego, że szybko zyskały na popularności. Zmysł marketingowy miała też żona cukiernika, która zaprojektowała oryginalne pudełeczko na jego słodkosci,zwane ballotin.

Do dziś eleganckie czekoladowe butiki Neuhausa uchodzą za wzór wśród chocolatiers.

A jednak to nie z Belgii, lecz Francji pralinki znalazły drogę do Stanów Zjednoczonych, gdzie cieszą się dziś nie mniejszym uznaniem i popularnością wśród konsumentów. Stało się tak prawdopodobnie za sprawą sióstr Urszulanek, które przybyły w XVIII w. do Nowego Orleanu. Zakonnice były odpowiedzialne za edukację młodych dziewcząt, które zostały tam wysłane celem poślubienia francuskich kolonistów. Jako przyszłe mężatki musiały opanować również sztukę kulinarną. Wśród umiejętności, które nabywały była właśnie nauka robienia pralinek. Francuski przepis musiał jednak zostać zmodyfikowany – niedostępne migdały, zostały zastąpione przez rodzime orzechy pecan. Tak oto zapoczątkowana została chlubna tradycja miast Nowy Orlean oraz Luizjana, które do dziś słyną z tego przysmaku. Co ciekawe, robione są wedle identycznej receptury, którą wtedy utworzono – z mleka, śmietany, masła, cukru i orzechów. Bez czekolady?

Jeśli to ostatnie budzi zdziwienie, a nawet Wasz niepokój, to nic bardziej słusznego. Współczesne pralinki to synonim aksamitnego nadzienia zaklętego w czekoladową błyszczącą skorupkę (shells). I to właśnie łączy dwie wielkie historie powstania tego smakołyku. W jakiś sposób spotkały się one wreszcie w tym samym punkcie. Dziś za tradycyjne nadzienie uchodzi właśnie mieszanka zmielonych orzechów (często migdałów) i śmietanki z czekoladą.

Grzechem byłoby jednak zamykać sobie drogę do słodkiej rozkoszy, produkując tylko jednorodnie nadziewane praliny. Obecnie, mamy na rynku nieskończoną ilość kombinacji. W zależności od regionu praliny zawierają obowiązkowo alkohol, najczęściej rum (Niemcy), pastę orzechową gianduja (Włochy), marcepan (Austria), czy imbir i skórkę pomarańczową (Wielka Brytania)… Wszystkie je łączy jednak podstawowa baza, czyli ganache. Od jej konsystencji zależy technika i forma pralinek. Może być lekka (napełnianie skorupek, wylewanie) lub ciężka (ręczne formowanie, wyciskanie ze szprycy). By czekoladowa skorupka była błyszcząca, czekolada musi być odpowiednio stemperowana. Dodatkowy błysk nada pralince masło kakaowe, dzięki któremu można nadać jej też odpowiedni kolor, poprzez zafarbowanie tłuszczu barwnikiem. Na koniec praliny mogą być dodatkowo dekorowane przez pociągnięcie lukrem lub opruszane barwnikiem (np. jadalnym złotem).

Choć żyjemy w epoce, w której proces powstawania jedzenia został zmechanizowany, zdecydowana większość chocolatiers produkuje swoje praliny ręcznie. Zwłaszcza we Francji, gdzie nie tylko Paryż, lecz również prowincja zapełniona jest małymi butikami i rodzinnymi manufakturami produkującymi szczęście w postaci małych czekoladek.

[Okiem Piotra]:

Właśnie dlatego zazwyczaj mówię o pralinkach, aby nie trzeba było zastanawiać się o co dokładnie chodzi. Pralina może bowiem oznaczać, np.

1)      Orzechy lub migdały w karmelu – to je nazwano po hrabim du Plessis-Praslin

2)      Drobno pokruszone karmelizowane orzechy (fr. le pralin)

3)      Pastę ze zmielonych z cukrem orzechów lub migdałów (fr. le praliné, pâte de praliné)

4)      Ganasz w twardej czekoladowej skorupce – co zawdzięczamy Neuhausowi, a Francuzi nazywają la praline belge. Może zawierać orzechy ;-)

Na dodatek Amerykanie praliną nazywają czasem nugat…

P.S. Ojciec znanego czekoladnika Francois Pralus opracował przed niemal 60 laty brioszkę pralinową nazywaną Praluline, na walenckich migdałach i piemonckich orzechach laskowych.