Gorąca czekolada i jej niezwykła historia

0

Opublikowano : 09-01-2015 | Autor :

Czy można sobie wyobrazić zimę bez śniegu? Owszem. Ale bez gorącej czekolady już nie bardzo… Od początku listopada do końca lutego rozgrzewa nasze ciała i zmysły, pozwalając spokojnie przetrwać mroźną i kapryśną aurę. Prócz krążenia, poprawia też nastrój, dodaje wigoru i działa jak afrodyzjak. Zwłaszcza ta z dodatkiem ostrego chili. Może też być podawana z bitą śmietaną, cynamonem, piankami albo syropem marcepanowym. Gorąca czekolada. Czy ktoś jeszcze pamięta, że gdy ją wymyślono była… zimna?!

Tam, gdzie pije się czekoladę

Czekolada w postaci stałej to nowość. A już tym bardziej ta zjadana w tabliczkach. Przez całe stulecia, ba, tysiąclecia raczono się nią w postaci płynnej. I to niekoniecznie takiej jaką znamy obecnie. Dziś przyrządzamy ją z gotowego kakao lub rozpuszczonej w kąpieli wodnej ulubionej tabliczki, dodając wody lub mleka i śmietanki. Jak radzili sobie wielbiciele tego smakołyku, gdy mieli do dyspozycji jedynie twarde i gorzkie ziarno kakaowe? Każdy, kto choć raz eksperymentował z samodzielnym domowym kruszeniem ziarna kakaowego wie, że to sprawa nie taka prosta. Nawet po zmieleniu na jak najdrobniejszy maczek, trudno go rozpuścić w wodzie lub mleku. XVI – wieczni mieli do dyspozycji prototypy młynków. Ale co z samymi wynalazcami trunku, którzy mieszkali w dżungli?

Czekolada z procentami

Starożytni mieszkańcy dżungli mezoamerykańskiej – Olmekowie, Aztekowie i Majowie – odkrywcy i pierwsi koneserzy czekolady – zanim odkryli, co można zrobić z samym ziarnem kakao, zainteresowali się jego otoczką – słodką pulpą, zjadaną chętnie przez zwierzęta. Jak przystało na ciepłe i wilgotne warunki, pulpa ta fermentowała. Innymi słowy, była świetnym materiałem na napój alkoholowy. Wino czekoladowe było zatem pierwszym produktem jaki wymyślił człowiek z ziaren tego szlachetnego drzewa. Do dziś współcześni mieszkańcy Meksyku przy okazji ważnych świąt lub rodzinnych uroczystości raczą się tym słodkim trunkiem.

Zimna czekolada

Jeśli pulpę można było wykorzystać, to dlaczego by i nie ukryte w niej ziarno? Przy użyciu żaren, walców i tłuczków, rozprawiano się z tym twardym złotem dżungli. W ten sam sposób traktowana prażone na słońcu ziarna kukurydzy. Zmieszane z tłuczonym ziarnem i zalane wodą, nadawały gęstości. Napój urozmaicały dodatki takie jak: sproszkowane chili, kora cynamonowa, płatki różnych kwiatów i listki ziela angielskiego. Skąd to wszystko wiemy? Archeolodzy wciąż odkrywają zachowane z tamtych czasów naczynia, na których osadzone są pyłki składników napoju. Czasem dziki miód. Generalnie napój był jednak gorzki. I zimny. Nic dziwnego, służył mieszkańcom niezwykle gorących terenów. Jeśli nie miał rozgrzewać, to jakie miał zastosowanie?

“Zimną czekoladę” pili tylko dostojnicy, religijna elita oraz wojownicy. Miała znaczenie rytualne. Uznawano, że ma zgoła cudowne działanie – dodaje energii, zarówno tej seksualnej jak i siły do walki.

Recepta na czekoladę

Nieco podobne znaczenie miała w Europie, do której dotarła w XVI wieku. Pierwsza taka wzmianka pojawia się w relacjach z wizyty szlachetnie urodzonych Majów, którzy przybyli na dwór Filipa II. To właśnie tam, w Hiszpanii powstała nowa, zeuropeizowana receptura na (już!) gorącą czekoladę. Zasadniczo należało by powiedzieć, „recepta”, bo napój traktowany był jako lekarstwo. Ten zimny miał działanie szkodliwe dla organizmu. Ten ciepły wręcz przeciwnie – działał dobroczynnie przede wszystkim na układ nerwowy, oddechowy i rozrodczy. Z czasem, zaczęto też doceniać walory smakowe trunku. Jeśli przyjrzeć się liście składników, z którego był przyrządzany, nie dziwi taki obrót spraw. Cukier, wanilia, cynamon, niekiedy piżmo lub czerwona glinka. Chętnie też eksperymentowano, dodając takich rarytasów jak anyżek, migdały lub orzechy laskowe. Wszystkie składniki ucierano, tak by tworzyły gotowe bloki, które następnie mieszano z gorącą wodą. Choć należałoby powiedzieć raczej “ubijano”. Służyło do tego specjalne naczynie – dzbanek z otworem na molinillo – drewniany przyrząd do ubijania czekolady.

Brudny rytuał

Pitna czekolada szybko zyskała na popularności w całej Hiszpanii – pito ją podczas królewskich biesiad, walk byków, a nawet egzekucji. Szczególnie zasmakowała też damom dworu. Był tylko jeden problem – plamy po smakołyku trudno było wywabić, a ten co rusz wylewał się z czarek. Wynaleziona została więc specjalna zastawa – mancerina (od nazwiska wynalazcy porcelanowej zastawy do picia czekolady – markiza de Mancera). Na środku spodeczka wbudowany był szeroki porcelanowy pierścień, w którym bezpiecznie mogła spoczywać czarka wypełniona czekoladą. Do dziś możemy podziwiać na obrazach znanych malarzy jak ważnym rytuałem było picie czekolady.

Gorąca czekolada - Raimundo de Madrazo y Garreta

Gorąca czekolada – Raimundo de Madrazo y Garreta (1841-1920)

Martwa natura z serwisem do czekolady - Muzeum Prado

Martwa natura z serwisem do czekolady – Muzeum Prado – Luis Egidio Meléndez (1716–1780)

Grzeszna czekolada

Czekolada miała jeszcze jedno, mniej słodkie zastosowanie… Otóż, dzięki swemu głębokiemu i intensywnemu smakowi, świetnie nadawała się do ukrycia w niej trucizny. Ale to nie te bezeceńskie praktyki miały wzbudzić moralną burzę wokół czekolady. Wywołał je spór o to, czy czekolada to pokarm stały czy pitny. Co prawda, był pity, ale sycił na długo. Zwłaszcza, jeśli zawierał mąkę kukurydzianą, bułkę tarta lub jaja. Tematem zajęli się prości zakonnicy, biskupi, a nawet sam papież. W końcu trzeba było zdecydować czy czekolada dopuszczalna jest w czasie postu. Dodatkowego smaczku sprawie dodawał fakt, iż zaczęto widzieć w niej doskonały afrodyzjak, który zamiast wyciszać zmysły, pobudzał je. Ostatecznie papież Grzegorz XIII (ten sam, który wprowadził kalendarz gregoriański) ogłosił, że picie gorącej czekolady postu nie łamie. Zdaje się, że również sam zwierzchnik Kościoła miał do niej słabość…

Gorąca nowinka!

Hiszpanie posiadali przez długie lata monopol na czekoladę. Stała się ona tak gorącym tematem, że nie sposób było jej dłużej utrzymać w granicach jednego kraju. Najpierw powędrowała do Włoch (XVII w.). Mniej więcej w tym samym czasie, dotarła też do Francji, ponoć na osobistą prośbę Anny Austriaczki. Nie od razu zdobyła obce podniebienia. Krążyły o niej różne mity i przekonania. Markiza de Sevigne w jednym liście zalecała ją swej córce na poprawę humoru, by w kolejnym przestrzegać jakoby picie jej w czasie ciąży miało spowodować wydanie na świat „czarnego jak diabeł” dziecka. Z czasem jednak zaczęła być nieodłącznym elementem dworu Króla Słońce. To własnie Francuzi udoskonalili hiszpańską zastawę do ubijania czekolady (np. słynna manufaktura Vincennes-Sevre), którą tu wykonywano nawet ze srebra lub złota!

Dzięki nim smak płynnego złota Meksyku w drugiej połowie XVII wieku poznali też Anglicy. Wkrótce potem w całej Europie zaczęła się moda na otwieranie “chocolate-house”, czyli lokali dedykowanych gorącej czekoladzie. White, jedna z takich czekoladziarni (założona w 1693 roku) do dziś istnieje! Co ciekawe, czekolada w tamtym czasie była znacznie tańsza, niż herbata. I to właśnie przy niej prowadzono gorące polityczne dyskusje oraz filozoficzne debaty.

Rewolucyjny “dutching”

Już niebawem miała zakończyć się świetlana epoka gorącej czekolady. Oczywiście, tylko jeśli chodzi o jej dotychczasową postać – nadchodząca nowość na zawsze zrewolucjonizowała świat czekolady. Wszystko za sprawą eksperymentów holenderskiego chemika Conrada van Houtena, który chciał uzyskać odtłuszczoną wersję miazgi kakaowej (kuch kakaowy, który po zmieleniu staje się proszkiem kakaowym). Pracował też nad lepszą rozpuszczalnością proszku w wodzie. Udało mu się to, między innymi poprzez dodawanie soli alkalicznych (węglan potasu lub sodu). Alkalizacja spowodowała też pogłębienie brązowego koloru proszku i złagodzenie gorzkiego posmaku. Nade wszystko, zapoczątkowała produkcję kakao na masową skalę. Wynalazek van Houtena zbiegł się też z innym odkryciem – mleka w proszku. [Mówi Ci coś nazwisko Nestle? To od tego zaczęło się jego imperium!] Dzięki temu powstała nowa wersja gorącej czekolady – suchy proszek kakaowy mieszano w szklance z cukrem i mlekiem w proszku, dopiero potem zalewano gorącą wodą.

Niestety to, co miało posłużyć jako dobro, stało się też przekleństwem dla prawdziwej czekolady. Naczelna zasada kuchni XX wieku – “szybko i łatwo” – spowodowała, że na bazie tamtych odkryć zaczęto produkować tanie podróbki gorącej czekolady. Gotowe mieszanki dostępne w każdym sklepie zawierają często bardzo dużo sztucznych zagęstników i aromatów, a tylko niewielki procent prawdziwego kakao dobrej jakości. Prawdziwi koneserzy tego napoju z pewnością upewnią się, co jest napisane na etykiecie. Albo przyrządzą gorącą czekoladą w domowych warunkach. Taki sposób gwarantuje nie tylko pewność tego, że pijemy prawdziwą czekoladę, ale też uczyni z jej picia pewien rytuał. Czy może być lepszy sposób celebrowania wielowiekowej majańskiej tradycji?

Czekoladowych, radosnych Świąt!

0

Opublikowano : 24-12-2014 | Autor :

Małych i dużych radości, dobrego czasu spędzonego w miłym gronie wśród refleksji, świątecznych barw i feerii smaków życzą Aurora i Piotr.

Wszystkie czekoladowe prezenty już zapakowane? Poniżej możemy zobaczyć jak do czekoladowych świąt podeszli czekoladnicy z czterech stron świata.

Perły od domu czekolady Michel Cluizel:

Zima za oceanem:

Pięknie i prosto w RPA:

W Wielkiej Brytanii miłość z czekoladowej drukarki 3D:

W Argentynie z czekolady nie tylko Mikołaj, ale i renifery:

Niezapomniany styl Rococo Chocolates (Londyn):

Słodki minimalizm mistrza Enrica Roviry (Barcelona):

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko oddać się celebrowaniu Świąt. Merry Xmas, Drodzy! :-)

Grozi nam koniec czekolady? – polemika

0

Opublikowano : 16-12-2014 | Autor :

„Zbliża się tragiczny koniec czekolady!”, „Czarne chmury nad czekoladą”, „Czekolada będzie luksusem jak kawior”, „Na świecie może zabraknąć czekolady” – to tylko niektóre z nagłówków z polskiej prasy, które zainspirowane artykułem Washington Post wieszczyły w ostatnich tygodniach koniec świata.

Co roku przed Świętami Bożego Narodzenia z niezliczonych źródeł dowiadujemy się, że rychło oczekiwać możemy pożegnania z naszym ulubionym smakołykiem, czekoladą. Tak jak wróżby o końcu świata za każdym, jak dotąd, razem okazywały się czczą gadaniną, tak i w sprawie czekolady nie warto przygotowywać się na najgorsze, gromadząc ogromne zapasy na czarną godzinę.

 

Czy obecne ceny ziaren kakao są rekordowo wysokie?

Straszenie cenami kakao jest na rękę producentom, którzy przyzwyczajają nas do coraz mniejszych i lżejszych opakowań w tej samej, bądź wyższej cenie. Analiza historycznych cen ziaren kakao, po ich urealnieniu, pokazuje jednak, że rzadko w ciągu ostatnich 160 lat ceny kakao były tak niskie jak dziś.

 

Realne ceny kakao od 1850 roku do dziś - Christopher Gilbert

 

źródło: Christopher L. Gilbert, Uniwersytet w Trydencie (Włochy).

 

 

Czy za kilka lat będzie za mało kakao?

Rosnący apetyt mieszkańców Chin czy Indii na czekoladę będzie miał swoje konsekwencje w ilości zużywanych na świecie ziaren kakao. Historia pokazuje jednak, że „rynek nie znosi próżni”. Kiedy kolejne regiony w przeszłości odkrywały zalety kakao, jego uprawa przestała być wyłączną domeną krajów Ameryki Środkowej i Południowej, trafiając m.in. do Afryki Zachodniej, dziś dostarczającej większość ziaren. Wydajnej plantacji kakao nie sposób stworzyć w rok, ale zmiany popytu na kakao wywołają odpowiednią zmianę podaży. Oby przy nieco wyższej cenie.

 

Co jest nie tak z dzisiejszymi cenami?

Niskie ceny kakao mają swoje negatywne konsekwencje. Pamiętajmy, że kwota, jaką za ziarna otrzymuje farmer jest istotnie niższa od cen na giełdach towarowych. Nie ma też dużego związku z ceną tabliczki czekolady. Do farmera trafia według różnych szacunków od 0,27% do 6,5%  sklepowej ceny czekolady – nawet jeśli większość jej składu to kakao albo tabliczka dumnie nosi znaczek „FT”. Jeszcze przed 30 laty było to około 12%. 

składowe ceny czekolady - CNN/Oxfam

źródło: CNN/Oxfam

Zamiast uprawiać kakao, część farmerów wycina dziś swoje plantacje pod drzewa kauczukowe, olejowce, czy inne uprawy które wymagają mniej pracy i przynoszą im większe korzyści.  Zainteresowanie kakao ma więc bezpośredni związek z opłacalnością alternatywnych inwestycji.

 

Rozwiązania – dyktat przemysłu

Przemysłowi giganci rozwiązanie widzą w nowych odmianach kakao dających wyższe plony i bardziej odpornych na choroby, albo upowszechnieniu używania pestycydów. Dzięki temu do farmerów trafi wyższa kwota, dzięki wyższym plonom z tej samej powierzchni plantacji, a kupcy kakao i tak będą płacić relatywnie niską cenę.

W tej logice ginie jednak to co dla konesera czekolady najważniejsze – smak! Najbardziej plenne odmiany nie są selekcjonowane pod kątem walorów smakowych i aromatycznych otrzymywanej z nich czekolady. Stąd potworki jak odmiana CCN51 upowszechniana w Ekwadorze, zbierająca kiepskie oceny bardziej wymagających przedstawicieli branży czekoladowej.

Nie obawiam się, że skończy nam się czekolada – raczej tego, że jakość tej szeroko dostępnej będzie jeszcze niższa.

 

Nadzieje dla koneserów

* etyczni czekoladnicy

Część czekoladowej branży dostrzega już cały społeczno-ekonomiczny kontekst swojej działalności – od sadzonki kakao, aż po gotową tabliczkę w rękach konsumenta. Czyniąc relację z farmerami mniej anonimową, czekoladnicy mogą pomóc w osiągnięciu wyższej jakości ziaren czy sadzeniu aromatycznych odmian, a jakość tę nagrodzić udziałem w zyskach ze sprzedaży tabliczek (przykład marki Askinosie w USA).

* bezpośredni handel

Szereg branż w ostatnich dziesięcioleciach zostało zrewolucjonizowanych dzięki wyeliminowaniu pośredników. Podobne inicjatywy powstają dziś w świecie kakao, łącząc farmera z producentami.

* produkcja w kraju pochodzenia

Przykłady Pacari (Ekwador) czy Menakao (Madagaskar) dowodzą, że produkcja czekolady nie musi odbywać się w krajach Globalnej Północy. Co więcej, nieduzi miejscowi producenci mogą używać fantastycznych ziaren, wspierać lokalną społeczność, eksportować swoje produkty i wygrywać najważniejsze branżowe konkursy.

* aromatyczne odmiany kakao 

Banki odmian, duże międzynarodowe projekty genetycznego identyfikowania poszczególnych odmian kakao czy konkursy dla producentów ziaren kakao (Cocoa of Excellence) – wszystkie te działania pomagają promować jakościowe kakao, z którego powstała tabliczka zachwycać będzie podniebienia koneserów.

Różnorodność kakao - zdjęcia kabosów od W. Harcourt-Cooze

 

Oczekujmy jakości. Pytajmy czekoladników skąd mają ziarna, czy znają historie ludzi, którzy je zebrali. Pytajmy z jakich odmian kakao korzystają. Dopiero gdy odpowiedzi na to pytania będą dla nich oczywiste, czekoladowy świat będzie działać tak jak powinien. 

Relacja Aurory z Chocolate Show – londyńskiej edycji Salonu Czekolady

1

Opublikowano : 26-11-2014 | Autor :

Istnieje wiele dat w kalendarzu, w których rzekomo przypada święto czekolady. Nie wspominając o niezliczonej ilości lokalnych obchodów. Jest wiele powodów, by w każdym z nich uczestniczyć. Niektóre kuszą jednak o wiele bardziej od pozostałych. Salon du Chocolat to prestiżowa impreza organizowana od dwudziestu lat, której przyświeca idea promowania dobrej, prawdziwej czekolady na całym świecie. Jej stolicą jest miasto szczycące się największą liczbą małych czekoladowych manufaktur oraz najlepszych chocolatiers – Paryż. Stamtąd, targi przeniosły się następnie do takich miast jak Moskwa, Tokio, Nowy Jork, by wreszcie (po wielu latach!) zagościć również w stolicy Wysp Brytyjskich, pod angielską nazwą „Chocolate Show”. Wreszcie! Londyn nie powinien mieć żadnych kompleksów w czekoladowym uniwersum. W rzeczy samej, właśnie to miasto niegdyś sprowokowało mnie do zrobienia jednego kroku dalej w głąb słodkiego świata. Nic dziwnego, że postanowiłam tam wrócić, aby w październikowy weekend (17-19.X) odwiedzić słynne wydarzenie.

Chocolate Show 2014 - Olympia - Londyn

Jako dziennikarka kulinarna specjalizująca się w pisaniu, obserwowaniu i jedzeniu słodkości odwiedzam wiele targów. Trudno mnie zaskoczyć. A jednak, gdy tylko przekroczyłam próg słynnego Olympia Center w sercu Londynu, moje ciało przeszedł dreszcz. Jeden z tych, których doświadczamy tylko kilka razy w życiu.

Czyżbym zobaczyła latające pralinki?

Albo też 5 piętrowy tort czekoladowy, z którego wkrótce wyłonił się sam Paul A. Young? Cóż, prawie… Paul A. Young był. Zamiast tortu, królowało brownie. A i tak nie zdołały mi ono przesłonić pozostałych osobistości świata czekolady. Wszyscy obecni w jednym miejscu. Czy może być coś bardziej ekscytującego? Owszem – wybitni czekoladnicy częstujący gości swoją czekoladą! Jako osoba wiecznie nienasycona, chciałam jeszcze więcej. Załączyłam więc mój dyktafon i podążając od stoiska do stoiska jak wędrowna złodziejka próbowałam wyłudzić nie samą czekoladę, ale jej sekrety. Prosto z ust tych, którzy ją produkują. I to okazało się być największym zaskoczeniem londyńskich targów. W przeciwieństwie do telewizyjnych celebrytów, którzy wraz z ustami innymi częściami ciała pompują sobie swoje ego, najlepsi producenci czekolady wydają się zupełnie nie czuć bariery między pospolitym zjadaczem czekolady a jej koneserem lub twórcą.  I nader chętnie wyjawiają swoje sekrety. Zanim się nimi  i ja podzielę, przejdźmy do początku tej opowieści. Innymi słowy, kolejki ludzi chcących odwiedzić targi.

Na targi mógł wejść każdy. Każdy, kto miał sporo wolnego czasu i 15 funtów. Nie jest to duża opłata wobec atrakcji, które czekały na zwiedzających. Warsztaty robienia trufli i pralinek dla dzieci. Pokazy mistrzów dla nieco starszych. Czekoladowe drinki dla tych jeszcze bardziej dorosłych. Panele dyskusyjne i prelekcje oraz spotkania z autorami książek. Obowiązkowym punktem programu był również pokaz mody, podczas którego modelki (i jeden model!) prezentowały kreacje wykonane z czekolady! Oczywiście, ta jadalna, do degustowania i kupowania (w bardzo atrakcyjnych cenach) cieszyła się niemniejszym zainteresowaniem. Zaskoczyło mnie w jakich ilościach Brytyjczycy kupowali ulubiony smakołyk z wyższej półki. Cóż, nie bez powodu przodują w rankingu zjadaczy czekolady pośród ludu europejskiego… Były ulubione przez mieszkańców Wysp marki, takie jak wspomniany już Paul A. Young Chocolates, Rococo, Hotel Chocolat lub Lindt, ale przy wszystkich ponad 50 stanowiskach kłębiły się tłumy głodnych i ciekawskich odwiedzających. Jest to o tyle zaskakujące, iż z wielkim trudem można było wśród tych wystawców znaleźć coś czysto komercyjnego lub z dużą ilością cukru. Na palcach jednej ręki można było zliczyć wystawców, którzy prezentowali bogato zdobione pralinki (Bon de Bon, 5th Dimension chocolates), ręcznie formowane tabliczki (A little piece of love) w stylu naszej rodzimej Manufaktury Czekolady lub sprzedawali czekoladowe figurki i lizaki –  Choco Passion UK.

Choco Passion UK

Choco Passion – prawie jak polski Czekoladowy Warsztat ;-)

Królowała prostota i jakość produktu. Organic chocolate, raw chocolate, bean to bar – słyszało się z ust zdecydowanej większości wystawców, m.in. Marou, Pacari, Akesson’s, Honeybee, Mr Prempy’s, Forever Cacao, Benoit Nihant. Nic dziwnego, skoro nawet Paul A. Young zapytany przeze mnie o prognozę dla czekolady na przyszły rok, wymienia na jednym tchu wszystkie z powyższych określeń. Dodając do tego sól i karmel, jego ulubione połączenie. Eksperymentuje też obecnie z pieczonym czosnkiem i imbirem, nadal dbając jednak najbardziej o to, by każdy z jego produktów nie odstawał od reszty i był bliźniaczo genialny. Perfekcjonizm, dokładność, dbałość o szczegół – to jego recepta na sukces.

Tobago Estate Chocolate

Najlepsi chocolatiers nie zapominają o naprawdę dobrym kakao. Tutaj: kabosy prosto z Tobago.

Jaki jest zaś przepis na najlepszą czekoladę na świecie?

Odpowiedź na to pytanie próbowałam wyciągnąć od rodzeństwa Tessieri, czyli twórców słynnej toskańskiej manufaktury Amedei, która nieodmiennie wygrywa w czekoladowych rankingach. Niestety, nie było to łatwe. Po pierwsze, Alessio, jak przystało na typowego Włocha, dwoił się i troił zachwalając przechodzącym swoje produkty. Po wtóre, również jak na typowego Włocha, próbował mnie poderwać. Dopiero w drugim dniu targów to on dał się skusić na (prawie) poważną rozmowę o czekoladzie, w której wyjawił, że najważniejszym sekretnym składnikiem czekolady Amedei jest… pasja! Robienie czekolady samo w sobie jest pasją zdolnego rodzeństwa, nie ukrywają jednak, że to także poświęcenie ogromu czasu i energii. Sami przyznają, że każda tabliczka to inna historia i traktują każdą jak własne dziecko. Nie zamierzają jednak poprzestawać na tabliczkach. Na targach prezentowali doskonały krem czekoladowy oraz gorącą czekoladę do picia. Alessio ma jednak apetyt na stworzenie zupełnie nowej formy produktu czekoladowego. Gdy zaczyna opowiadać o swoich planach, odnoszę wrażenie, że mam do czynienia nie ze zwykłym rzemieślnikiem, lecz wizjonerem, który widzi w czekoladzie coś więcej, niż pozostali.

Co widzą ci pozostali?

Wszyscy przepytani przeze mnie producenci jak mantrę powtarzali, że swoją pracę traktują jako misję. Robią czekoladę nie taką, jaka się sprzeda, lecz taką jaka odpowiada ich indywidualnym gustom, choćby to miała być czekolada z pieprzem, jak w przypadku Akesson’s. Dbają nie tylko o smak, lecz jakość całego procesu produkcji, włączając w to wsparcie dla ubogich afrykańskich plantatorów. Etyczna i organiczna czekolada niejedno ma imię. Wielu osobom kojarzy się jako bezpłciowy, nudny produkt pozbawiony polotu i słodyczy, tymczasem ja zasmakowałam w wielu tabliczkach, z których każda miała inny posmak, zapach i teksturę. Być może dlatego że każdy z producentów wkłada nie tylko w nią nieco inne ziarno, jak np. tabliczki Pacari produkowane z niezwykle rzadkiego białego (!!!) ziarna kakaowca? A może chodzi też o wkładaną w to wszystko filozofię. Siebie. Jeśli tak ma wyglądać przyszły rynek czekolady, to ja zacieram ręce i ostrzę zęby. Apetyt zaostrzony już mam –  w końcu ten ostatni rośnie w miarę jedzenia. A ja im dłużej jem czekoladę, tym bardziej jestem przekonana, że nie sposób się nią przejeść. Dlatego zaraz po targach londyńskich wybrałam się na nasze rodzime do Warszawy.

Ale to już inna historia… Relacja wkrótce!