Jak nie tworzyć Muzeum Czekolady

0

Opublikowano : 03-01-2018 | Autor :

Marzenie

Moim wielkim marzeniem od lat jest budowa Muzeum Czekolady z prawdziwego zdarzenia. Takiego, po wizycie w którym będziemy rozumieć znacznie lepiej świat czekolady, jej szalenie ciekawą historię i najciekawszych bohaterów jej teraźniejszości, proces produkcji zaczynając od sadzonki kakaowca aż po gotową tabliczkę, sposoby degustacji prawdziwej czekolady czy niuanse temperowania. Będziemy wiedzieć, jak tę wiedzę jeszcze poszerzyć, chcąc samemu zająć się np. czekoladkami czy produkcją czekolady. Niedawna wizyta na łódzkiej wystawie wynalazków stworzonych przez Leonarda da Vinci tym bardziej zainspirowała mnie do poszukiwania ciekawych sposobów serwowania czekoladowej wiedzy. Sezon świąteczny zaprowadził mnie również do miejsca, które w teorii właśnie o czekoladzie być powinno.

“Muzeum Czekolady w Poznaniu”

Takiej okazji nie mogliśmy przegapić, kiedy razem z Żoną zwiedzaliśmy akurat Poznań, zwłaszcza że ‘muzeum’ zlokalizowano tuż obok rynku. Kameralna przestrzeń w głębi sklepu z wytwarzanymi na miejscu cukierkami. Zakup biletu. Pełne nadziei oczekiwanie na naszego przewodnika przy tablicy z historią poznańskich koziołków. Dreszczyk emocji, w końcu na pewno nauczymy się czegoś na temat czekolady i mówienia o czekoladzie.

Pierwszym widokiem na wystawie były wyłożone prażone ziarna kakao w towarzystwie nadgnitego owocu kokosa. Tak, owocu kokosa – nijak mającego się do czekolady. Spróbowaliśmy wyłożonych przed nami próbek masła kakaowego, nibsów (śruty kakaowej) i białej czekolady. Potem obejrzeliśmy serię plansz z informacjami o poszczególnych etapach produkcji czekolady.

Świat czekolady czy nadgniły kokos

Z pierwotnego zdziwienia nadgniłym kokosem nie wyszliśmy aż do końca prezentacji, bo co rusz pojawiały się zdziwienia kolejne. Usłyszeliśmy, że ze względu na kiepską skuteczność zapylania kakaowca przez owady, muszą to robić panie na plantacjach (prawda, są takie praktyki, zwłaszcza gdy zależy nam na rozmnożeniu drzew o konkretnych cechach, ale to nie jest dominujący sposób zapylania kwiatów kakaowca, a to zdawałaby się sugerować prezentacja).

Pomieszanie z poplątaniem - czekoladowa ekspozycja

Ciągle towarzyszyło nam wrażenie, że oprócz usystematyzowanej prezentacji poszczególnych etapów produkcji, motywem wystawy było pomieszanie z poplątaniem. Wśród eksponatów na regale znaleźliśmy brązową wazę – czemu? bo to pasująca kolorystycznie praca znajomej artystki. Ścianę Muzeum zdobi piękna mapa krajów produkcji kakao. Czego na niej brakuje? Chociażby największego producenta kakao na świecie – Wybrzeża Kości Słoniowej. Mimo, że wszędzie wokół widać było worki kakao z dumnym napisem “Cote d’Ivoire”.

Skąd, zdaniem Muzeum Czekolady pochodzi kakao?

Cała dydaktyka ograniczyła się do procesu produkcji – nie usłyszeliśmy słowa o historii czekolady – Aztekach, Kwakrach czy ważnych postaciach dzięki którym dziś cieszymy się pokarmem bogów. Całkiem w porządku były dwa filmy odgrywane na telewizorze, pokazujące plantacje w Ghanie i migawki z fabryki czekolady Barry Callebaut, marki mocno obecnej na wystawie, dostawcy próbowanych półproduktów i zapewne również tablic z informacjami o procesie produkcji. Nie usłyszeliśmy słowa “kabos”, a jedyną reprezentacją Prawdziwej Czekolady były zdjęcia opakowań czekolad Amedei które można było zobaczyć na małym tablecie wbudowanym w ścianę w kształcie tabliczki czekolady.

Opakowanie Amedei z pistacjami

Demonstracja tworzenia pralinek zdawała się pomijać proces skutecznego temperowania, podgrzewając jedynie czekoladę, także rezultat mógłby być znacznie bardziej kuszący. Posługiwania się poliwęglanową formą też lepiej byłoby się od naszej przewodniczki nie uczyć.

Przeżycie niezapomniane, choć zupełnie inne niż się go spodziewaliśmy. Zapewne na przekór swojej idei, będzie dla mnie inspiracją do spełniania marzeń.